Mischa Twitchin on his visit to Sokolowsko

sanat1

Bycie gościem festiwalu często prowadzi do surrealistycznego odbioru miejsca i wydarzeń. Na kilka dni, jest się wyjętym ze swojej codziennej, przewidywalnej rutyny, świat pracy i związków chwilowo odchodzi w zapomnienie. W zależności oczywiście od indywidualnego doświadczenia, festiwal może wydawać się baśniową przygodą – zwłaszcza na odludziu, w cichej, otoczonej lesistymi górskimi zboczami dolinie. Wszystkie te odczucia nie były mi obce podczas kilku dni spędzonych w spokojnej polskiej wsi Sokołowsko, podczas tegorocznego Festiwalu Sztuki Efemerycznej Konteksty (2016). Do 1945 roku była to niemiecka wioska o nazwie Goebersdorf, to tutaj mieściły się renomowane niegdyś sanatoria będące modelem dla Davos; ale ze względu na powojenne zmiany granic, wieś zmieniła nazwę na cześć jednego z pracujących tam lekarzy. Był to niemały zaszczyt być w gronie humanistów i artystów hojnie zaproszonych przez kuratorkę wydarzenia Małgorzatę Sady i móc przyczynić się do wydarzeń honorujących Richarda Demarco i jego niebywałe, trwające dziesięciolecia zaangażowanie w propagację wschodnio-europejskiej sztuki na Festiwalu w Edynburgu. To zaangażowanie wbrew, a może ze względu na Żelazną Kurtynę, jest świadectwem dzielonych przez Demarco przekonań założyciela Festiwalu w Edynburgu Rudolpha Binga, o wartości sztuki w przeciwdziałaniu katastrofalnych klęsk politycznych. (Była to również podstawa do koligacji Demarco i Josepha Beuysa, internacjonalistycznego partnerstwa o dużym znaczeniu dla Szkockiej sztuki od lat 1970tych, które było w tym roku celebrowane w ramach licznych wydarzeń i wystaw w Edynburgu).

Tego samego lata gdy Wielka Brytania (choć nie Szkocja, Irlandia Północna i Londyn) głosowała za wystąpieniem kraju z Unii Europejskiej, przypomnienie o Polsko-Brytyjskich więziach wytworzonych dzięki sztuce, było o tyle ważniejsze, nawet jeżeli te więzi wydają się dziś niepewne i podatne niczym przysłowiowa świeczka na wietrze. Oprócz różnorodnych prezentacji dokumentalnych – i przede wszystkim energetycznego udziału samego Demarco – tegoroczna edycja festiwalu w Sokołowsku była gospodarzem okolicznościowej wystawy, która ponownie zaprezentowała w jednym miejscu twórczość (choć niekoniecznie te same dzieła) artystów zaproszonych na „Atelier ’72” do Demarco Gallery w Edynburgu w 1972 roku. Projekt – którego współ – kuratorem był Ryszard Stanisławski, ówczesny dyrektor Muzeum Sztuki w Łodzi – zgromadził śmietankę współczesnych Polskich artystów, którzy obecnie są wykładnią sztuki tamtego okresu. Nawet jeżeli dwa główne wątki wystawy – odnoszące do patronatu państwa i sztuki awangardowej – definiują ją jako twór minionej epoki, większość zgromadzonych prac jest ponadczasowa, trwałym świadectwem przewagi sztuki nad polityka (czy cytując Györga Konrada „anty-polityką”) ówczesnego systemu. Niemniej jednak, to w jaki sposób te stosunki układają się współcześnie, pozostaje głęboko kontrowersyjnym tematem.

Jeden z artystów wydarzeń 1972 roku, Tadeusz Kantor, był reprezentowany na Sokołowskiej wystawie nie tylko przez dokumentację performancu „Linia podziału”, ale również poprzez nowo odrestaurowane nagranie performancu „Kurka Wodna” w teatrze Critoteca 2, którego występ odbył się w Edynburgu za sprawą Demarco. Niektórzy z artystów zaprezentowanych w Edynburgu nadal kontynuuje pracę twórczą i byli oni obecni na tegorocznej edycji festiwal „Sztuki Efemerycznej”. Koji Kamoji zrobił performance na terenie dawnego sanatorium, tworząc ‚efemeryczny’ wątek nawiązujący bezpośrednio do jego osobistej przeszłości, ale przystępny również dla osób które w 1972 się jeszcze być może nie narodziły. Inny z uczestników Atelier ’72, Józef Robakowski, zaprezentował program filmów eksperymentalnych w urokliwym Sokołowskim kinie, które jest obecnie odnawiane przez organizatorów festiwalu. (Samo kino jest powiązane z postacią innego słynnego polskiego reżysera, Krzysztofa Kieślowskiego, który wychował się w domu po drugiej stronie ulicy). W międzyczasie, Zbigniew Warpechowski, pomimo że nie tworzy już performanców, był w centrum uwagi młodej widowni festiwalowej. Wraz ze Zbigniewem Makarewiczem dołączyli do Demarco – który był w fenomenalnej formie, jak gdyby nie zdawał sobie sprawy, że za kilka dni kończy 86 lat – na deskach kina, wychwalając społeczną wartość sztuki, zarówno w okresach Zimnej Wojny, jak i obecnie w czasach neoliberalizmu.

Wśród wielu innych artystów czyniących efemeryczne pamiętnym, byli Alastair Manlennan, Ewa Benesz, Mariel Carranza, oraz Akademia Ruchu, której uliczny performance z 1988 roku został odtworzony w centrum Sokołowska. Ponadto, była instalacja Mattiasa Cantzlera (z pułapką na myszy ludzkiej wielkości); taniec świateł (zamiast osób) w ruinach sanatorium Jean-Baptista Ganne; oraz plenerowa instalacja – archiwalne repozytorium „opuszczonych” obiektów Roberta Kuśmirowskiego, swoiście urzeczywistniająca ‚efemeryczność’ jako coś co można zebrać i przechować. To odczucie bycia obecnym w przeszłości – w odróżnieniu od potocznego przechodzenia przeszłości w teraźniejszość – było odzwierciedlone również w samym Sokołowsku, gdzie niegdyś dumne gmachy sanatorium powoli odzyskują miniony blask. Nie jest to o tyle kwestia „odtwarzania” przeszłości, co brania za nią odpowiedzialności – opieki, która odzwierciedla paradoks jednoczesnej efemeryczności ale również wytrwałości idei, że (niezależnie od ustrojów politycznych) cenimy sobie sztukę.

Mischa Twitchin